Zaznacz stronę

Dziś kolejny wpis gościnny. Jego autorką jest Iza Cisek-Malec: Coacherka Ciała (www.coachingciala.pl), nauczycielka świadomej seksualności, trenerka relacji intymnych, mentorka, dziennikarka, wykładowczyni, dawniej stylistka oraz projektantka butów.

Z głębi serca polecam.

.

Co mają wspólnego moda oraz seksualność? Otóż dla mnie bardzo wiele na różnych poziomach.

.

Nie da się ukryć, że ubranie jest komunikatem, który określa płeć – podkreślając ją lub negując. Ciuch może ukryć formy figury, albo stworzyć wrażenie kształtu, którego ciału akurat brak! W zabawie z ubieraniem lub rozbieraniem się można stworzyć wizerunek seksi lub antyseksi, zakrywać i odkrywać ciało albo epatować niedopowiedzeniami. Można mieszać znaki kobiecości i męskości – bo w istocie, ich granice mogą być znacznie bardziej płynne, niż te utrwalone stereotypowo. Na najbardziej podstawowym poziomie seksi wygląd bywa ogromnym wsparciem dla sprzedaży ciuchów – bo pod chęcią, że wyglądać w określony sposób, często skrywa się wiele ważnych potrzeb. Kupowanie i zakładanie czegoś może być wyrazem świadomego lub nieuświadamianego pragnienia, by coś osiągnąć albo dostać, na przykład w relacjach. A określony wizerunek czy styl mogą sprawić, że kobieta staje się niemal seks-przedmiotem – i to jest dokładnie ten kierunek, którym nie będziemy się tutaj zajmować.

Seksi czy seksualna?

.

Dookoła możesz znaleźć sporo zachęt do tego, żeby wyglądać seksi. I jeśli masz na to ochotę – czemu nie? Ja jednak uważam, że bardziej lub mniej świadomie wchodzimy wówczas w pewne stereotypowe role i pozwalamy na uprzedmiotowienie nas samych. A ja zapraszam Cię do tego, byś stała się podmiotem swego życia, także seksualnego.

To, co mnie interesuje, to wpływ stawania się seksualną istotą na sposób, w jaki zechcesz się ubierać. Co dla mnie oznacza, że jestem seksualna, w kontrze do bycia seksi? Są to: osadzenie w swoim ciele, lubienie siebie i manifestowania za pomocą wyglądu poczucia własnej wartości i integralności. Kobieta może czuć się stuprocentowo w zgodzie ze sobą i seksualnie, choć to, jak wygląda, może mieć niewiele wspólnego z seksownym wizerunkiem.

Po czym można poznać, że kobieta czuje się w pełni seksualna? Oznakami tego, że przebywasz w swoim ciele, są: odczuwanie kontaktu z ziemią, świadomość tego, jak oddychasz oraz bycie w kontakcie z tym, które części Twego ciała są rozluźnione a które napięte. To również dostęp do emocji, uczuć i odczuć, niezmiennie tańczących w tobie swój pełen zmienności taniec. Co ważne, wiesz, z jakiego miejsca stawiasz granice i potrafisz je ustanowić tak, by czuć się komfortowo. I dodatkowo pozostajesz otwartą na energię seksualną, na swoją siłę życiową, której ruch, ciepło oraz poruszenia odczuwasz w miednicy. Nie potrzebujesz jej ani tłumić ani za nią iść – pozwalasz tej energii po prostu przejawiać się w ciele.

Więc zamknij na chwilę oczy, pozwól oddechowi popłynąć swobodnie przez Twoje ciało i daj sobie czas. A teraz wyobraź sobie, że jesteś kobietą, która ma dostęp do tego wszystkiego. Co odczuwasz? W jaki sposób się poruszasz? Czym emanuje Twoja twarz? W jaki sposób gestykulujesz? Czym cała promieniejesz? I w jakiej formie to wszystko manifestuje się na poziomie wyglądu? Jak jesteś ubrana? Jak wyglądasz cała Ty? I na koniec – jak się teraz czujesz? Jeśli chciałabyś wcielić w życie to, co Ci się pokazało podczas tej krótkiej wizualizacji – zapamiętaj swoje wrażenia. I zaproś siebie do urzeczywistniania w życiu tych jakości, którymi chciałabyś oddychać i żyć!

Kastratka i włosienica

.

Usłyszałam od jednej z kobiet, że sposób, w jaki się ubiera, kastruje ją z kobiecości i seksualności. Cóż, taki ważny wgląd może stać się momentem przyjrzenia się temu, co i dlaczego robisz sobie, ubierając się w taki a nie inny sposób. Oczywiście, nasuwa się pytanie, czym jest dla Ciebie kobiecość? Ja widzę to tak – jeżeli codziennie biegniesz do biura w spodniach i koszuli, to być może wpisujesz się we wzorzec „dobrej pracownicy”, która wszelkie oznaki bycia kobietą tak skrzętnie ukrywa przed innymi, że z czasem sama będzie potrzebowała rozpoznać i nazwać je na nowo. Szybko chodzisz, zręcznie działasz, jesteś nastawiona na cel i prawie nie oddychasz, a może zapominasz też o fizjologicznych potrzebach ciała. Ktoś może powiedzieć, że garnitur może być bardzo sensualny a dobre cięcia i „męski” materiał mogą wręcz podkreślać boskość kobiecych kształtów. Zgoda. Jednak, jak to w rozwojowym życiu bywa, przyda się chwila zatrzymania i uświadomienia sobie, co leży głębiej. Może rzeczywiście wciąż czujesz się w kontakcie ze swoją kobiecością, niezależnie od codziennego zakładania pracowniczego mundurka. Jednak może też być tak, że pod garniturową tkaniną w prążek i sztywnym kołnierzykiem koszuli tłumisz istotne jakości!

Przeczytałam na pewnej przywołującej pradawne, słowiańskie zwyczaje stronie, że dawniej kobiety na naszych ziemiach nosiły długie suknie i spódnice, żeby wspierać swoje intymne części i narządy ciała energią, która płynie z Ziemi. Wierzę, że kiedyś kobiety były mocniej połączone ze swoimi ciałami oraz Ziemią i odczuwały jej energię. A jedna z moich nauczycielek od mądrości ciała, Cristiane Northrup, ginekolog-położna i wizjonerka zarazem uważa, że dla kobiet ważne jest zdrowie trzech centrów energetycznych, leżących w dolnej części naszych ciał, które wspierane są przez siłę dośrodkową płynącą z dołu do góry, przez nasze stopy. I podaje przykład Indianek z plemienia Nawaho, które również noszą spódnice właśnie dlatego, że ich kolisty kształt zapewnia ciału większy dostęp do energii Ziemi. Pozostawiam to Tobie do sprawdzenia! Ja przeprowadziłam własne doświadczenia, badając nie tylko przepływ energii. Jest dla mnie jasne, że sukienka długa do kostek sprawia, że wolniej się poruszam, uważniej stawiam kroki, wykonuję mniej czynności naraz – a to niewątpliwie wspiera w osadzaniu się w ciele!

Jest też druga strona medalu jeśli chodzi o zakładanie czasem długich a czasem krótszych, jednak nieco bezkształtnych szat i nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. W tak zwanych rozwojowych kręgach widoczna jest dla mnie tendencja, by ukrywać swoje ciało pod szerokimi, często baaardzo a-cielesnymi ubiorami. Niemal siermiężnymi, jak przysłowiowa średniowieczna włosienica, ulubienica ascetów i pokutników. I nie ma w tym nic złego, o ile… nie jest to codzienny, wewnętrzny przymus i zarazem wyraz odcięcia od ciała i seksualności, stawianie jedynie na rozwój duchowości w oderwaniu od Ziemi. Moje wieloletnie doświadczenie w pracy nad sobą i wspieranie w niej innych mówi mi, że „jako w niebie tak i na ziemi”. Co czytam w ten sposób, że jako istota ludzka jestem tym, co duchowe i równocześnie tym, co fizyczne, a pełnia rodzi się z przyjęcia oraz zharmonizowania duszy, umysłu, emocji i ciała fizycznego. Uważam, że bez objęcia seksualności jesteśmy niepełni.

„Dopóki nie zmierzysz się z własną seksualnością,

Nie odkryjesz prawdziwej duchowości.

Poprzez ziemską duszę odkrywasz duszę niebios.

Przyjrzyj się temu, co cię stworzyło, by odkryć, co czyni cię nieśmiertelnym” głosił Hsi Lai, taoistyczny nauczyciel.

Jeśli ktoś znalazł inną ścieżkę i czuje się całkowicie urzeczywistniony – to wspaniale!

Świadomość, zabawa i odrobina magii

.

Jakie z tego płyną wnioski? Seksualność jest wspierana niekoniecznie przez taki strój, w którym wyglądasz w zgodzie z modowymi trendami, oczekiwaniami społecznymi czy własnymi zaprzeczeniami. Albo nie Twoimi pomysłami na Ciebie samą. Możesz czuć się sobą w każdym ubiorze, jeżeli wyboru dokonujesz w pełni świadomie, równocześnie bawiąc się ukazywaniem różnych części siebie. Dla mnie na przykład ważna jest miękkość tkaniny, a ściślej mówiąc dzianiny oraz to, żeby pracowała ona, kiedy się poruszam – dzięki temu swobodnie oddycham a moje ciało czuje się nieskrępowane. Czasem ubiór może przylegać do moich kobiecych kształtów, ale są też takie dni, w które wybieram i zakładam luźniejsze ubrania, by się w nich schować i przeżyć dzień w otulającym mnie kokonie. Podobnie jest z kolorami, wzorami i fakturami – sprawdzam, co mnie dziś woła i na co mam ochotę, co mnie określi najlepiej tego dnia albo w związku z takim a nie innym wydarzeniem? Od kiedy mocniej osadziłam się w ciele, mniej lubię buty na obcasach, w których kiedyś chodziłam od rana do wieczora. Jednak nie uważam szpilek za zło wcielone i czasami, bardzo rzadko, zakładam je, pozwalając sobie na zabawę z konwencją. I z samą sobą, bo sprawdzam, co mi to robi i jak się czuję?

Zamiast mechanicznie wrzucać coś rano na siebie, zaczynam dzień od kilku oddechów, ruchu, czasem tańca i sprawdzania nastroju oraz stopnia otwarcia na zewnątrz lub do wewnątrz siebie. To moja codzienna praktyka i zarazem pielęgnowanie kontaktu z ciałem i samą sobą! Może dołączysz? Bo dla mnie klucz leży w tym, żeby ze środka siebie wybierać to, co chcę na siebie założyć. Po to, żeby czuć się w zgodzie z samą sobą i moim ciałem.

A na dodatek polecam Ci taką małą magiczną praktykę, którą jako nastolatka spontanicznie wynalazłam, a potem znalazłam podobne w mądrych książkach. Polecam ją do powtarzania każdego dnia, a już na pewno przed ważnym wyjściem czy randką. Zdecyduj, że jesteś pociągającym „podmiotem seksualnym” i zacznij promieniować seksualnością. Dla mnie podmiotowość oznacza, że głęboko w swojej tożsamości doświadczam poczucia mocy i sprawczości. Niezależnie od tego, ile masz lat, jak wyglądasz i jak oceniasz swoje ciało, uznaj swoją atrakcyjność, nawet jeśli TERAZ jeszcze w nią nie wierzysz. Proszę zaufaj, to działa. Stajesz przed lustrem, patrzysz sobie głęboko w oczy, bierzesz kilka rozluźnionych oddechów i wypowiadasz trzy razy magiczne zdanie: „Jestem atrakcyjną kobietą, której trudno się oprzeć”.

Więcej o Izie przeczytasz tutaj: http://www.coachingciala.pl/o-mnie/

Jeszcze tylko do 15 maja możesz skorzystać z niższej ceny na mój internetowy cykl rozwojowy dla kobiet „TY i Twoja seksualność”, więcej informacji znajdziesz tu: http://coachingciala.zamowtaniej.pl/tyitwojaseksualnosc/