Zaznacz stronę

Perfekcjonizm jest potrzebny podczas konstruowania statku kosmicznego lub w trakcie rozwiązywania zadań matematycznych, ale nie w wyglądzie.

 

Perfekcjonizm nie ma nic wspólnego z dążeniem do lepszego czy chęcią doskonalenia siebie; zwykle bywa podszyty lękiem o to, „co ludzie powiedzą” i „jak zostanę oceniona”. Perfekcjonizm świadczy o próbie uniknięcia poczucia wstydu i jest związany z lękiem przed okazaniem się „gorszą”.

Powstały różne filozofie, sposoby dokonywania analiz kolorystycznych i podejścia do ubierania się. To wszystko super, jednak każdy jest inny; warto posiadane informacje podzielić przez trzy i dopasować do siebie, zamiast bezrefleksyjnie zmieniać to, co widać w lustrze. Jak pisze Tomasz Jacyków: „Pięć kilogramów to jest seksowna nadwaga, która dodaje kobiecie uroku. Natomiast pięć kilogramów niedowagi może potwornie oszpecić”.

 

Co psuje wygląd? Ranking zupełnie subiektywny.

.

1. Doczepy, czyli włosy zagęszczone w widoczny sposób. A widoczny może być na dwa sposoby: z jednej strony po prostu widać, że włosy są doczepiane (gdy kobieta je dotyka lub gdy związuje do góry), z drugiej – gdy włosów jest tak dużo, ze twarz robi się nieproporcjonalnie mała z stosunku do objętości fryzury.

2. Szpony, czyli bardzo długie paznokcie w kształcie szponów ptaka, dodatkowo pomalowane we wzory czy jaskrawe kolory.

3. Geometryczne, mocne brwi, jakby odrysowane czarną kredką (jak pisze Jacyków, „brwi jak odrysowane czarnym flamastrem od szklanki. W czasie rozmowy z kobietą o takich brwiach trudno skupić się na niej, bo brwi przyciągają oczy rozmówcy”).

4. Źle dobrany kolor cielistych rajstop. Kobiety często zakładają zbyt ciemne rajstopy, w efekcie ich łydki wyglądają jakby zostały wycięte z ciała czarnoskórej kobiety. W połączeniu z bladą twarzą sprawiają złe wrażenie.

 

Inna historia to biała rajstopa; taki kolor nosimy tylko podczas dwóch okazji: pierwszą komunię i ewentualnie ślubu. Własnego ślubu.

.

5. Zagęszczone rzęsy w taki sposób, że robi się tzw. dżdżownica na oku. Nie mam nic ani przeciwko doczepianym włosom, ani doklejonym rzęsom; chodzi mi tylko o to, by efekt nie był przerysowany i sztuczny.

6. Tapir z lakierem o świcie i o zmierzchu, nawet na leżaku przy basenie. Zdarza się, że włosy są tak mocno usztywnione, że wystarczy oprzeć delikatnie głowę o oparcie fotela, by wszystko się skleiło, a na potylicy zrobiło się spłaszczenie.

7. Makijaż wieczorowy w ciągu dnia, czyli mocne oko i mocno podkreślone usta na tle ubrania zupełnie casual. I panie, które wyglądają, jakby miały poodcinane głowy osoby, która idzie na imprezę.

8. Źle dopasowany rozmiar ubrania. Za małe lub za krótkie ubrania; nie dość, że nie wygodne, to jeszcze deformujące sylwetkę i zaburzające proporcje. Dla kontrastu za duże ubrania dodają objętości i ciężkości. I trzecia grupa – ubrania niedopasowane do wieku.

9. W pracy widoczny pod bluzką stanik, który wygląda, jakby został założony na bluzkę.

10. Białe lub czarne majtki pod jasnymi albo białymi spodniami/legginsami.

11. Zbyt ostrzyknięta twarz, która wygląda jak napompowana, szczególnie przy zbyt powiększonych ustach i naturalnie raczej małych oczach.

12. Oklejenie się markami: Armani, który krzyczy z klatki piersiowej i duży napis „Moschino” wokół bioder, do tego Vuitton pod pachą i Addidas na stopach.

 

Ubieraniem można się bawić i cieszyć; z ubrania należy korzystać.

.

Brak zainteresowania swoim ubiorem czy niedbanie o wygląd z nastawieniem typu: „nie obchodzi mnie to”, „nie mam na to czasu”, „mnie to nie dotyczy” może być informacją o braku chęci zadbania o siebie.

Zabawą ubraniami można rozbudzić swój wewnętrzny ogień, dodać sobie siły i podkreślić to, kim się jest, ale też sprawić, że nic nam się nie zechce.

Spędzając w ostatnim czasie kilka dni w ciepłym kraju, rozchorowałam się. Zabrałam ze sobą niewiele ubrań, bo przecież miało być ciepło i sądziłam, że w kostiumie kąpielowym będę paradować po plaży. Pech chciał, że w walizce znalazłam jedynie ukochane dresy, bo ukochane dżinsy zostały w domu, tysiące kilometrów ode mnie, susząc się na grzejniku. Tak suszyły się przez cały tydzień.

Fizycznie czułam się okropnie; niewiele jadłam, więc chudłam, co teoretycznie powinno poprawić mój wygląd, ale nie poprawiło. Miałam serdecznie dość ukochanych dresów, bo czułam się w nich niechlujnie i byle jak nie tylko z powodu choroby – krok się w nich opuścił, kolana wypchały i rozjaśniły. Było mi szalenie wygodnie, i chociaż przeziębienie przeszło po kilku dniach, czułam się nieatrakcyjnie. Śmiem twierdzić, że dresy – nawet lepszej jakości – to ubranie, które nie podkreśla kobiecości i seksapilu; to ubranie, które jest wygodne, i choć może dodać witalności, gdy występuje w żywych kolorach, świadczy o braku stylu i na dłuższą metę zabiera dobre samopoczucie.

 

Nie jesteśmy wieszakami na ubrania, bo jesteśmy żywi.

.

Życie żeby dobrze wyglądać traci sens i zabiera radość życia.

Marie Kondo, specjalistka od sprzątania, radzi, by zatrzymywać tylko te rzeczy w swoim otoczeniu, które sprawiają radość. Brak radości oznacza, że albo kupiliśmy coś, co nie jest nam potrzebne, albo dana rzecz spełniła swoją funkcje i można jej się pozbyć. Kondo gwarantuje, że kierowanie się tą zasada prowadzi do szczęśliwego życia w harmonii i bez niepotrzebnego nadmiaru, kontaktuje nas z potrzebami i wspiera nasze wybory.