„Boże, jak ja wyglądam?!”, „Muszę schudnąć”, „Rety, nikt mnie nie zatrudni, jak będę tak wyglądać”, Jak schudnę – zmienię pracę…”

Z takimi, i z innymi, myślami trafiają do mnie kobiety, gdy po wielu próbach związanych ze zmianą stylu życia odkrywają, że im się to nie udaje. Że ciało wymyka się spod kontroli, a w szczególności wymyka się ciasnemu materiałowi spodni i tworzy nieapetyczną oponę ponad paskiem. Znasz to uczucie, że siadasz, a wokół Ciebie rozpływa się galaretowata masa? Czasem kobiety skarżą się na zwisające „motyle”, czyli tę część ramienia, którą przyciąga grawitacja, gdy podniesiesz ręce do góry. Często klepię się po udach i rozpaczają, że są takie duże i ciężkie… a one chciałyby, żeby były małe i takie filigranowe…

I właściwie nie to jest powodem tego, że decydują się porozmawiać z

psychodietetykiem.

Kluczowe dla odważenia się na współpracę ze mną są emocje, które kryją się głęboko… gdzieś tam, pod rozczarowaniem samą sobą i zmęczeniem ciągłym zaczynaniem od nowa… Wiesz, chodzi o to, że ćwiczysz, ćwiczysz … i nie widzisz rezultatów. I zaczynasz się martwić, że może to hormony, albo wiek, albo stres. Badasz się, ale wyniki pokazują, że wszystko w normie. Czyli jednak za duże porcje… i zastanawiasz się, jak je zmniejszyć… ale masz wątpliwości, bo przecież nie jesz za dużo.

Albo – to jest jeszcze gorsze – masz za sobą miliony podejść do odchudzania, niektóre z nich nawet udane, i któregoś dnia.. odkrywasz, że znowu przytyłaś… Że znowu nie mieścisz się w swoje ulubione dżinsy, a t-shirt wygląda jakby należał do Twojej młodszej siostry, albo – co gorsza – do dziesięcioletniej córki…

I co wtedy?

Także wtedy nie wiesz, że możesz do mnie przyjść. Zawód, który wykonuję jest niszowy. Wymaga od Ciebie sporej znajomości rynku – bo skąd inaczej masz wiedzieć, że psychodietetyk mieszka po sąsiedzku i może Ci pomóc. Dużo bliżej są przyjaciółki, które łatwo Ci przytakują, gdy klepiesz te swoje historie o tym, co Cię spotkało, jaka jesteś gruba, że musisz schudnąć, że wiesz jak, ale jednak tego nie zrobisz, bo przecież wcale nie musisz, bo to trudne, bo zrobiłaś to już tysiąc razy, że zbierasz siły, a dzisiaj zjadłaś tylko jogurt, a wczoraj ledwie zmieściłaś jedno jabłko…

Takie jesteśmy, jako kobiety. Kochamy się i nienawidzimy jednocześnie.

Ciało jest naszym cudownym darem, i dzięki niemu mamy życie, i dajemy życie… a jednak trudno jest nam się nim cieszyć. Jakoś bardziej lubimy uczucie głodu niż pełnego zadowolenia. I tak niechętnie na siebie patrzymy. Bardzo podoba mi się 10 dniowe wyzwanie Anety Ryfczyńskiej dotyczący celebrowania swojego wyglądu. Marzę o tym, żeby kobiety, które znam i te których nie znam, ale poznam, mogły poczuć, a może nawet zrozumieć, co to jest wygląd.

Co to jest wygląd?

Gdy do moich programów trafiają kobiety, to zazwyczaj chcą odpowiedzieć na konkretny, oczekiwany od nich schemat: masz dobrze wyglądać, ma być widać że jesteś zadowolona i zdrowa. To jest seksi. To jest trendi. To – w pewnym sensie – przynosi lajki naszych znajomych w mediach społecznościowych i przekonujesz się o tym boleśnie za każdym razem, gdy wrzucisz do sieci nową fotę. Im bardziej ekstra – tym lepiej. No i te moje kobiety chcą być seksi. Chcą się podobać… Ale się do tego nie przyznają. Dopiero, gdy usłyszą, co same o sobie mówią, coś do nich trafia. Coś zaczyna się zmieniać. Zaczynają chcieć cieszyć się ze swojego unikalnego wyglądu i szukać informacji o tym, jaka jest naprawdę ich sylwetka. Zaczynają kombinować, czy szafa, którą sobie skompletowały przez lata (chwiejne wagowo lata) rzeczywiście odpowiada na ich potrzeby. I na początku trochę się wstydzą, bo jak to tak, o ciuchach gadać… z psychodietetykiem. Przecież to takie… mało psycho…

Czy na pewno?

Żeby cieszyć się swoim wyglądem naprawdę, ale to naprawdę potrzebujesz dobrze znać swoje ciało. Przestań skupiać się na swoim apetycie. To ważne, ale tak samo ważne jest to, czym emanujesz na zewnątrz. Czy nosisz ubrania które podkreślają Twoje atuty, czy – przeciwnie – podkreślasz to, czego nie chcesz nigdy widzieć?

Kobiety w otyłości mają tendencję do tego drugiego. Często spotykam się z tym przekonaniem: eeee, jak schudnę to sobie kupię coś ładnego, a teraz noszę to… Inne przekonanie tej grupy: gdy jest się otyłą osobą to najlepiej wygląda się w spodniach i t-shircie. Kolejne: czarny wyszczupla… Następne: producenci oszczędzają na materiale – nie da się dobrze ubrać w sieciówkach.  A Ty, co myślisz o stylu osób w otyłości?

Gdy ja byłam osobą otyłą nie lubiłam robić zakupów ubraniowych (dalej nie lubię). Denerwowały mnie spojrzenia szczupłych (tak wtedy myślałam) sprzedawczyń, a informację o braku rozmiaru odbierałam bardzo osobiście. Byłam wewnętrznie pogodzona z tym, że zawsze będę źle wyglądać i… tak się ubierałam. Naprawdę przestałam starać się o to, żeby rozumieć swoją szafę, swój wizerunek, swoją sylwetkę. Do szczęścia były potrzebne luźne t-shirty, które tym bardziej podkreślały nadmiar ciała w tych szczególnych miejscach. Zakupy robiłam w sklepie wysyłkowym, który słynie z tego, że trzyma rozmiary. Co z tego, że fasony mają sprzed dekady, skoro są wygodne i… wchodzą… po prostu wchodzą…

Gdy marzysz o tym, żeby schudnąć i bosko wyglądać, warto będzie, jeśli poznasz lepiej swoje ciało.

Nie musisz wymieniać całej garderoby, ale jeśli codziennie – pomimo tego, że się zmieniasz – masz na sobie „grube” ubrania, to jak masz uwierzyć w to, że to się dzieje naprawdę? Że stajesz się inną kobietą. Kobietą, która korzysta z mądrości swojego ciała, znajduje czas na czytanie etykiet, planuje zakupy, a może nawet gotuje dla siebie, i to aż pięć posiłków, bo jakoś przestała wierzyć kucharzowi w stołówce firmowej? Kobietą, która umie zamknąć oczy, gdy obok niej „przechodzi” torcik bezowy albo „otwiera się” opakowanie czekolady?

Potem mamy efekt jojo. Potworne doświadczenie, którego przyczyny dopatruję się m.in. w nawyku trzymania starych ciuchów w szafie. Bo, gdy naprawdę wierzysz w to, że Twoja zmiana jest trwała to przecież nie trzymasz ubrań, które przypominają Ci o Twojej otyłości (i o tym wszystkim z czym ona się dla Ciebie wiąże: brakiem wygody, zadyszką, może samotnością itd.) Ty dobrze wiesz, o czym mówię… Jesteś gotowa to zmienić i osiągnąć swój rezultat w odchudzaniu? Na zawsze?

Autorka: Monika Kurdej.

Twórczyni bloga Zasmakuj w życiu

www.zasmakujwzyciu.pl/